Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PL. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 czerwca 2014

sleeping beauty




przespałam ostatni rok
dosłownie 
i w każdej możliwej przenośni

paraliż życiowy
tak bardzo fizyczny

chemia organizmu
metafizyka senna
matematyka czasu


szkoda mi tego
czasu

poniedziałek, 6 maja 2013

nie wszyscy jesteśmy chrystusami

 
 
gdy gubi się sens
nie ma kropek i przecinków
twierdzeń
przeczeń
wykrzykników
 
znaki zapytania
jest
bezkres
beznadzieja
 i bezbronność
 
dziury
 nitki i guziki
szwy
skóra cerowana bez znieczulenia

czwartek, 20 grudnia 2012

ps na koniec świata




20/12/2012 23:36


dzień dobry mówię Ci Końcu Świata
i dobranoc bo już późno
 
nic mi już przecież nie zostaje
jak tylko
rozmiękczyć się winem
ogrzać czekoladą
 
pomruczeć cicho
mruczankę- kołysankę
końcowankę




ps- nie kupiłam jeszcze żadnych prezentów; nic a nic; to chyba z oszczędności czasu, skoro zostało go tak niewiele; ALE mam za to piękny, przecudowny ( najlepszy jaki dotąd miałam) ekwipunek do Afryki ( ale i tak muszę jeszcze dokupić trochę tych przeterminowanych setek fuji)- ale to jutro po końcu świata...

poniedziałek, 3 grudnia 2012

kryzys cukru



00:23

Po inauguracji naszej wanny z bąbelkami, zachlapaniu całej łazienki i śpiewaniu na cały głos francuskich piosenek o miłości, resztkami sił odpędzam hipnotyczne myśłi o ciepłym, nicodemnieniechcącym  łóżku i zmuszam się do przepisania tej nocy.
 
Na stole butelka wina, paciorki granatu, dzbanek kawy, której penwnie i tak nie dopiję, a dookoła 140 mciszy i pozornego spokoju. Dziś nikogo nie stołuję, nie wpuszczam nieproszonych gości z równolgłych światów, nie szukam przygód, ani opieki, ani nawet natchnienia. Po prostu chcę doczekać do rana i zobaczyć co mnie tam czeka.

O życiu warszawskim pisać nie chcę. W żyłach ciągle ten kryzys cukru i światła brak, więc protest trwa, dobrze że nie głodówka. Do nieba mi się chcę. Do ciepła.

 


niedziela, 21 października 2012

daleka dal

Warszawa, 8 października 2012 ( późno)

Czułość. Po drugiej stronie rzeki. Oficjalne rozpoczęcie, autolans i dzikość w oczach. Znowu mam ogromną ochotę Kogoś poznać i znowu prześladuje mnie myśl, że się nie uda. Nie zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Poczekam.

Sztuka dla sztuki. Przerost formy nad treścią. Nie rozumiem. Jaka ja jestem okrutnie klasyczna i tradycyjna.

I co mi przyniosą te następne miesiące? Czy się odnajdę? Czy się rozwinę? Jak mnie to zmieni? W którą stronę dalej pójdę?

Tak bardzo chciałabym się nie rozczarować. Przede wszystkim sobą.





Łódź- Warszawa, Warszawa- Łódź, 5-7 2012


Pociągi kursują codziennie. Dwa razy dziennie. Czytam Modlitwy Waginy i dziękuję gwiazdom, że mój talent do utrudniania sobie życia i nadmyślenia jest bardzo ubogi. Dziękuję, że nie wpadłam w szpony 7 letniej terapii i że nie spowiadam się codziennie świeckiemu księdzu. Dziękuję, że z żałoby nie zrobiłam cyrku, wiecznego usprawiedliwienia i pretekstu do torturowania  innych. Dziękuję, że jeszcze jako tako sobie radzę i nie zatraciłam zdolności odróżniania dobra i zła. Dawno żadna książka mnie tak nie wkurzyła. Jest słaba, bo bazuje na szokowaniu wulgarnymi opisami seksu i samego do seksu podejścia. Takie płytkie instynkty. A do tego chwytny tytuł i od razu sprzedaż rośnie. Wkurza właśnie taką swoją słabizną. Wkurza, że są tacy ludzie, którzy leczą się z siebie bez końca, po czasie nie wiedząc już po co i dlaczego. Ach wkurza.

Więc się pocieszam. Ziemia obiecana. I Łódź moja od serca. Moja historia. Moje korzenie. Krew z krwi. My. Układanka wspomnień, przypadków i przeznaczeń. "Ja chcę, żeby moja Łódź rosła, żeby miała pałace wspaniałe, ogrody piękne, żeby był wielki ruch, wielki handel i wielki pieniądz." 

Krok po kroku łączą się fakty, wyostrzają zdarzenia. Czytam i nadziwić się nie mogę. Jak mogłam do tej pory tego nie przeczytać? Czytam i się uśmiecham. Przekładam kartki i napędzam moją wyobraźnię. Jaki był mój Pradziadek? Babcia? Jak była ich fabryka? Kochali Łódź czy jej nienawidzili? Jak szedł ich biznes? Kim tak na prawdę byli?

Od dziecka uwielbiałam ich historię. Choć tak mało było wiadomo. Za mało żywych świadectw, za mało możliwości potwierdzenia tego co ocalało. Historia przekazywana z ust do ust, tak niedoskonała, z czasem zaczyna żyć swoim własnym niekontrolowanym życiem. Historia, która wymaga jeszcze wiele zrozumienia i cierpliwości. Historia, która nas połączyła, nas odnalazła, na naszych oczach zatoczyła koło. Nasz mały sekret, nasze pokrewieństwo. Krew z krwi- My.






Łódź, 4 października 2012

Ćwiarteczka. Nie wierzę. Kiedy ten czas uciekł? Gdzie się podział? Czas dorosnąć? Puk, puk. 25 lat, 25 jesieni. Urodziłam się w niedzielę. Po długim samotnym spacerze. Urodziłam się w południe, w małym mieście. Moja Mama jak zwykle sama. Mój Ojciec jak zwykle w Lesie. Urodziłam się pierwsza, urodziłam się smutna, urodziłam się bez szczęścia. Czas to wszystko nadrobić...




środa, 3 października 2012

rozstania i powroty


spakowałam się
 w walizce schowałam

z potrzeby większej i mniejszej
świat cały mój 
posegregowałam

co zostaje
co zabieram
z czym się rozstać
co przywitać
?








czwartek, 5 lipca 2012

va bank





podbijam stawkę każdego dnia
dziś mówię va bank
stawiam wszystko na jedną kartę
  sprawdzam



//podobno marzenia są po to żeby je spełniać i o nie walczyć - mimo wszystko/ mimo niezadowolonej miny rodzinnego matriarchatu, który mówi 'zawiodłaś mnie'/ mimo własnych lęków  i niepewności/ mimo tego że ryzyko przegranej jest duże/ brakuje pieniędzy i wsparcia najbliższych/ brakuje wiary w siebie/ brakuje bezpieczeństwa- że wystarczy- siły, woli, konsekwencji, od pierwszego do pierwszego, od początku do końca//

//wygląda na to że nie chcieli mnie tylko w mojej Łodzi, w warszawie otwarte ręce 4 szkół, na czele z filmówką, nawet w Opavie zaakceptowali pozytywnie moje portfolio, ale przecież to za daleko, nie przy moim/ naszym trybie życia/ wybory, rozterki i decyzje, gdzie i z kim lepiej, gdzie mocniej i szybciej się nauczę, gdzie szanse największe na jutro, gdzie sens, wymagania i wysokie loty/ nareszcie trochę radości, korki od szampana, toasty i gratulacje i cicha duma, że to co robię ma jakiś sens, że może zmierza w dobrym kierunku/ ale ciiiii, żeby nie zapeszać/ przede mną mnóstwo pracy/ na reszcie tej artystycznej!//



niedziela, 1 lipca 2012

porządki




porządki w myślach, planach i portfelu
porządki tego co za mną by mieć miejsce na to co nadejdzie
prawdziwe porządki

koniec z zamiataniem pod dywan
 problemów
i marzeń




//pokonałam kolosa ale bez cienia satysfakcji/ cieszyła się Mama, cieszyłeś się Ty i Ci co Ważni/ gratulacje i uśmiechy, a u mnie w sercu najgłębszy z możliwych smutków- za tym ile mnie to kosztowało, ile czasu, sił, snu zmarnowałam na jakiś nic nieznaczący znaczek w indeksie/ i co z tego że pozytywny/ i co z tego że mam za sobą kolejny etap/ co z tego że udowodniłam po raz kolejny wszystkim naokoło i każdemu z osobna ile jeszcze mam siły i wytrwałości/ co z tego skoro każdy kontakt z tą szkołą, z tym miejscem, ludźmi i zapachem wywołuje mdłości i natychmiast wszystko we mnie woła ' uciekaj!'/ co z tego skoro ja już nie potrafię się tym cieszyć?//


//ostatnie 4 dni spokojne/ odpoczywam/ liczę na co mi wystarczy, na co zabraknie, z czego mogę zrezygnować, a z czego nie/ plany naukowe i finansowe/ budżety emocji i pieniędzy/
nigdy nie byłam w tym dobra ale nigdy mi nie brakowało/ w ostatnim czasie ograniczyłam się do absolutnego minim/ żadnych nowych zbędnych rzeczy, ciuchów, książek, małych przyjemności/ oszczędzając każdy grosz na zdjęcia, negatywy, slajdy, sprzęt i podróże/ zredukowałam się do minimum potrzeb, ale dziś to i tak nie wystarcza/ budżet się nie zamyka/ nic się nie zgadza/ dobrze że mam bilet do Islandii, inaczej bym nie pojechała/ więc kombinuję co można zrobić/ sprzedać część dzieci ( jak to okropnie brzmi)/ sprzedać rzeczy po Ojcu i moje obrazy/ co jeszcze - nie wiem/ i tak brakuje//

// spotkanie z Kubą/ znaleźć najlepszą okazję na buty do Islandii/ piorę Twoje koszule, gotuje, piekę, cieszę się nicnierobieniem/ książka i Twój spokojny oddech gdy zasypiam obok Ciebie/  usypiam w każdej dowolnej pozycji, bez zapowiedzi i kierunku/mam dużo do nadrobienia/ nasz kontrakt przedłużony i potwierdzony wódką balkonówką/ ograłeś mnie w warcaby ale to przez to gorąco/ fotoplastikon i mecz w deszczu- ale tylko dla Ciebie/  egzaminy wstępne i szukanie nowych zleceń/ spokój i plany/ plany, plany plany//
 


wtorek, 19 czerwca 2012

duet na dwie wódki i marzenia

moskwa/ paryż



propozycja całkiem zwyczajna i niewinna
małe włoskie bistro 
bakłażany zapiekane ze szpinakiem
krewetki i marynowana cukinia
toasty szczere 
pełne troski 
o przyszłość
z żartem pod wąsem
zalotnym spojrzeniem dekoltu

i rozmowy najpiękniejsze

o wolności, którą daje brak oceny
o niezależności i jej cenie
o kulturowych klatkach z których tak trudno uciec
o losie kobiet od Singapuru po Sudan
o delikatności i zrozumieniu, które przynoszą zaufanie
o tym ile mnie już nauczyłeś i ile nauczyły mnie nasze podróże
o cieniach przeszłości i blaskach przyszłości
o dzieciach i rodzicach 
o niesprawiedliwości i pokorze, która ostatecznie daje spokój
o schematach myślenia i ścieżkach od nich ucieczki

o moim malarstwie 
 i groźbie sprzedaży obrazów
o tym, że tęsknisz do domu, w którym ja maluję
dniami i nocami
i kiedy wracasz z pracy
o tych planach i marzeniach
które zawisły na włosku
ale ty się nie martwisz bo wiesz, że razem sobie poradzimy

o barach mlecznych i macieżyństwie
o Islandii, wydatkach i moich  zdjęciach
o tym, że po mojej głowie coraz częściej snują się reportaże 
nowe pomysły, odważne wybieganie naprzeciw swoim gwiazdom

ubrany byłeś w czułość

błysk w Twoich oczach 
jak najsłodszy deser
najcenniejszy prezent
że po trzech latach 
idziemy razem za rękę
kilka centymetrów nad ziemią
ze szczęścia
a dookoła latają motyle


środa, 30 maja 2012

Kraków, 26,27/5/2012





podróż nocnym pociągiem
niekupione 'miejscówki bez miejsca'
2 koce
a pod kocami
w rytm stukotu po szynach
 oddychają równo dwa śpiące ciała
 pod głową plecak
a w sercu radość podróży

wstają mgły
pociąg przerywa przestrzeń i biegnące myśli
tak piękny jest świat w świtaniu
wieloryb budzi się w Tobie co chwile
a ja śmieje się podglądając Cię przez zmrużone oczy


poranne przeciągania
bułki z jogurtem
założyć pończochy
i Kraków Główny

spacer przez planty
kawa i babeczki na Stradomskiej
konwalie dla Kuby 
i przekraczamy te tajemne bramy

ludzi po brzegi 
same uśmiechnięte i dumne twarze
dzień matki
i te matki co synów oddają Panu Bogu
do końca nie wiem czy takie szczęśliwe
smutek tli się w oczach (?)

ja biegam z aparatem, ty trochę przysypiasz
to nasza pierwsza wspólna msza

później
'spacer po bulwarze obiad w mlecznym barze'
i smok wawelski
znaleźć łóżko i trochę snu

Kazimierz
ciszy się moje łódzkie serce
uliczki kawiarnie cudzoziemcy- aż dziw że to jeszcze Polska
kupujemy zegar na pchlim targu
 gdzie podziała się Twoja niechęć do wszystkich zbędnych rzeczy?

starówka
 sukiennice
otwierają się wspomnienia
ostatni raz byłam tu mając 12 lat
pierwszy raz zakochana
z mocnym postanowieniem
że 'jak będę dorosła'
'wsiądę do pociągu byle jakiego'
i przyjadę tu sama szukać wolności i facetów z gitarą 
;-)

toasty za nasze mamy u Tetmajera
Kościół Mariacki
norweski chór i pamięć jak pierwszy raz 
na wycieczce w przedszkolu zobaczyłam 
ten ruchomy ołtarz
i absolutnie nic z tego nie rozumiałam

kilka kiepskich wystaw w ramach 'miesiąca fotografii'
powrót uliczkami Kazimierzem
cicha knajpa i dobre wino
i na koniec 
sen niedźwiedzi 
mocny i pierwotnie bliski


piątek, 18 maja 2012

bezpiecznie


                                        do M :
 wykład odwołany
maj-więc po co pracować
jadę do Ciebie przez lasy i pola rzepaku
z przesiadką w Koluszkach
pociągiem do Olsztyna

a motyle chcą wylecieć z brzucha
...



ps- 100 rolek negatywów i pierwsze slajdy
kieszenie leciutkie ale serce spokojne


środa, 2 maja 2012

na imię mi wiosna








ta wiosna jest totalnie nieznośna... zachwycam się każdym drzewem, krzakiem i kwiatem, płaczę na widok sadu jabłoni, popełniam ten  grzech i codziennie zakochuję się w swoim Życiu coraz bardziej..


ps-  wczoraj przepiękne święto małej Blanki, rodzinne zdjęcia w sadzie, spadające płatki jabłoni, słońce nanizane na pierwsze pajęczyny, śmiech i jasne dziewczęce włosy

ps2- podobno jestem 'przerażająco klasyczna'- moje upięcie włosów, moje sukienki, mój styl i zdjęcia... nie wiem czy to bardziej krytyka czy komplement...

klasyczny antyczny, odnoszący się do starożytnej kultury gr. a. rz. (zwł. od V do IV w. p.n.e.); dążący do harmonii, zgodności z zasadami proporcji, umiaru, równowagi treści i formy; doskonały, uznany za wzór,  tradycyjny-(słownik wyrazów obcych W. Kopaliński)

ps3- ;-)


poniedziałek, 23 kwietnia 2012

wtorek, 17 kwietnia 2012

jutro

moskiewskie szlaki

kwiecień 2010






o 5 rano mogę wstać 
tylko dla Ciebie- Moskwo

nawet jak znowu będziesz przez cały czas
 kapryśna 
zachmurzona i nadąsana
wiem że i tak warto

więc taksówka, samolot, pociąg i metro
i oto jestem!

witasz mnie słońcem
zaklętym w złotych kopułach cerkwi
i choć wiosny ani śladu
uśmiecham się do Ciebie całą sobą



ps- czy wiesz że to już druga rocznica naszego spotkania
Moskwo?

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

nie-za-pomnieć



kiedy wracam 
mam ciągle to nieznośne wrażenie
że prowadzę tu jakieś meta życie
pisanie o pisaniu
albo dlaczego nie piszę

'nadrabianie' zapisów
chwil które właśnie uciekły
by nie stały się tylko wspomnieniem
i dostały swoje nowe życie
zamknięte w słowa
i obrazy


ps- do 12 rolek z turcji doszły 2 z uk
leżą w lodówce w warszawie
i poczekają na kilka/naście kolejnych z moskwy
już za tydzień

a teraz 7 naukowych dni i nocy

środa, 14 marca 2012

Moskwa

Moskwa ma chyba do mnie jakieś żale
już w sierpniu całe moje dwa dni płakała
a teraz też smutna, szara, mokra i zimna

więc  buty przemoczone
światło do zdjęć raczej wydobyte z duszy niż ze słońca
snucie się po hotelu
kilka autoportretów
nie wiem czy udanych

Twoje dłonie takie delikatne
ostrożność jak przy pierwszych spotkaniach
z cieniem tajemnicy
z naszyjnikiem obietnicy

a na koniec dopadła mnie jednak przytłaczająca 
moskiewska siła
zagubienia
że jestem tylko maleńkim trybikiem
w tej olbrzymiej machinie

pomyliłam wyjścia na belorusskiym vokzalu
metro jak zwykle wygrało
później pociąg, samolot,
podniebne rozmyślanie,
 autobus,znowu pociąg
i przesiadka
i pociąg
i pan ciekawski w taksówce

wracając czytałam biografię Andersena
ile trudu
ile odrzucenia
ile prób nieudanych
ile lat zmarnowanych
ile buntu i walki
ile pracy nad sobą samym
ile zaparcia i wiary w to co się kocha

ja też muszę UWIERZYĆ
i walczyć




poniedziałek, 12 marca 2012

spacer po drodze mlecznej



aż kręci się w głowie
od tych spadających gwiazd 
galaktyk niezliczonych
i ciał nieskończenie niebieskich

podróż to była niezwykła
spacer po drodze mlecznej
z widokiem na Marzenia
a w ustach smak gwiezdnego pyłu


i my sami jak ten pył
maleńkie cząsteczki

piątek, 9 marca 2012

(nie)chęć



w ogóle nie czuję że jadę do Ciebie i do Moskwy
tak tęskniłam, tak marzyłam, tak się cieszyłam
od tylu dni i tygodni czekałam na ten moment
a teraz
jakaś pustka
i niechęć

już się przyzwyczaiłam do tego Sama
już nawet polubiłam ten mój świat bez Ciebie
i znalazłam w nim swoje miejsce i Harmonię

a teraz wiem, że te kilka następnych dni może  ten misterny domek z kart
zburzyć
i z każdą minutą mam coraz większą ochotę napisać Ci że 
nie chcę do Ciebie jechać
nie chcę Moskwy 
i Twoich dłoni
nie chcę znowu wspinać się na szczyty
razem w zachwycie podziwiać podniebne pejzaże 

a później spadać 
ale już sama 
bez skrzydeł 
bez nadziei



ps- już wiem że koniecznie napiszę swoją interpretację baśni Andersena...
zacznę od swojej ukochanej Calineczki.. i wiem, że ktoś mądry już zauważył , że to jest historia o infantylizacji kobiecości, o kobiecie- maskotce, która poddaje się kolejnym życiowym mirażom, kolejnym życiowym partnerom, która zawsze płynie z prądem i nie ma własnego zdania...

ale dla mnie to będzie historia o porzuceniu, zabraniu dzieciństwa, za wczesnej dorosłości, o szukaniu siebie i walce o lepsze jutro...