Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hands. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hands. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 maja 2013

kierunek: do siebie

 
 


od kilku dni noszę przy sobie kompas,  ten który mi dałeś jak zaczęłam swoją  nową szkołę//
żebym się nie gubiła//
nie zgubiła//
 i zawsze wracała do Ciebie//
do siebie//
żebym czuła się pewniej na nowej drodze//
żebym w końcu bez strachu stawiała kroki//

bo jako jedny wierzysz że jestem na dobrej drodze//
jako jedyny  wierzysz we mnie//

teraz moja kolej//

wtorek, 19 lutego 2013

był sobie dzień (styczeń)




    Warszawa, 16/01/2013
    Emilli Plater, tu gdzie wypada bywać


    mieli być faceci w garniakach, ale nie wyszło i była kawa. Kawa z Kimś




    Warszawa, 17/01/2013
    Smolna 8

    podobno integracja jest ważna


 

     Warszawa, 18/01/2013
     Nowy Świat, Manufaktura cukierków


     reportaż- profesja upadła




    Warszawa, 19/01/2013
    Wańkowicza, Nasz Dom


    czasami jesteś




    Warszawa, 20/01/2013
    Wańkowicza, Przestrzeń Idealna (bo łóżkowa)

    zasypiam zanim zgasisz światło




     Warszawa, 21/01/2013
     Marszałkowska. AF
 
     studio jako zło konieczne. ale konieczne i uczyć się trzeba




    Warszawa, 22/01/2013
    Chmielna

    włóczę się po mieście, moknę, marznę, zdjęcia robię, nadmyślenie leczę




    Warszawa, 23/01/2013
    Wańkowicza, Dom

    podobno w prostych gestach jest najwięcej miłości. ale ja nadal mam wątpliwości




     Warszawa, 24/01/2013
     Wańkowicza, Dom

      mieszkamy tu 2 miesiące. mamy już nawet kubki i talerze




    Warszawa, 25/01.2013
    Wańkowicza, Dom

    przegląd portfolio. a później już tylko odsypianie, mruczenie i oczu zamykanie



  
    Warszawa, 26/01/2013
    Wańkowicza, Dom- nasze lotnisko

    podobno na pasję nie można żałować. nie żałuję, dziura budżetowa na najbliższe 3 miesiące




     Moskwa, 27/01/2013
     metro, Площадь Революции

     szarość bez początu i końca. tylko żołnierskie psy mają w oczach błysk




     Moskwa, 28/01/2013
     metro

     szukam inspiracji, ale najwięcej jest ich w łóżku




     Moskwa, 29/01/2013
     Novinskiy Blvd, Lotte

     jest nam dobrze. tylko tyle i aż tyle




     Moskwa, 30/01/2013
     metro, Yugo-Zapadnaya

     uczę oswajać się duchy




     Moskwa, 31/01/2013
     metro, Sokolniki

     interesuje mnie abstrakcja, ulotność i deformacja




  
  






  

  

piątek, 1 lutego 2013

22 stycznia 2013



Kochany Wilku!
Nie mogę  być na jakiś czas Twoja dobrą żono-matko-boską,
nie mogę gotować tych obiadków i być taką grzeczną dziewczynką którą tak uwielbiasz.
Urosły mi rogi i ogon i wilk we mnie zawył i chce biegać razem z nim..
Ale mimo to chce żebyś w tym moim pędzie, wyciu i szaleństwie był nadal blisko.
Nawet mimo tych rogów i tego ze mało co chyba rozumiesz.
Nie martw się ja też mało.
K

wtorek, 25 grudnia 2012

gwiazdka z nieba



26/12/2012 00:10

pierwsze kolty za płoty. i lody przełamane. i co nie często się zdarza wszyscy zadowoleni. pierwsza wspólna wigilia. i nawet jeżeli to nie takie ważne to chciałabym żeby jakiś ślad po tym tu został.

a poza tym plecaki prawie spakowane. za 6 godzin wstanę, zrobię porządną jajecznicę i pojedziemy na lotnisko. z wrażenia nie umiem napisać zbyt wiele ponad to.

senegal i mauretania. w październiku będzie rwanda. a później madagaskar.

warto podnosić głowę wyżej niż na co dzień. gwiazdy z nieba czasem spadają- nie tylko na Święta.
tego też życzę wszystkim mniej lub bardziej przypadkowym oczom, które tu czasem zaglądają.

wtorek, 4 grudnia 2012

po omacku




Warszawa, 10/11/2012

Nasz Dom już blisko. Ściany się malują, sufity bielą, podłogi polerują. A mimo to po omacku. Mimo to bez czucia w palcach. Przyzwyczaiłam się do mojej bezdomności. Braku stałego miejsca i jednego kierunku. Bez serwisu babci i przewidywalności jutra. Za długo chciałam. Za długo nie miałam. A teraz jak mam mieć to cieszenie się gdzieś zapodziało. Bezdomność jutra nadal twardo we mnie trwa.





Warszawa 11/11/2012

http://to-tu--to-tam.blogspot.com/2012/12/11112012-dzien-swira.html





Warszawa 12/11/2012

Dwa tygodnie oddzielnych oddechów. Dwa tygodnie własnych spraw załatwiania.  Dwa światy podzielone. Od kreski do kreski. Dwa serca oddalone. Ważniejsze sprawy są na głowie.
Dwa  tygodnie ostatnie w starym domu. Kartony już stoją w przejściu.

środa, 24 października 2012

myśli nieuczesane



Warszawa, 18 października 2012

Przełom. Jakich chyba mało. A tak bardzo oczekiwany.   Trochę tak jakby ktoś jednym ruchem odciął cały stres, cały lęk. A tym kimś byłam ja. Ja sama.

Już od dawna, już od czasów Moskwy, kiedy snucie się z aparatem po mieście w poszukiwaniu ciekawych twarzy stało się moją małą obsesją, czułam tą blokadę wewnętrzną, tą kłódkę  założoną na serce, te kajdanki na dłoniach, ten knebel na ustach. Bo jak tu przełamać się i podejść , jak zapytać, jak się zachować. ‘Czy mogę zrobić zdjęcie?’. To niby tak proste, że aż śmieszne, że w dobie powszechnej fotoryzacji wszystkich i wszystkiego ja nie mam odwagi podejść i ‘zdobyć zdjęcie’. 

Ile to razy opuszczałam aparat, ile razy tłumaczyłam sobie, że może nie trzeba, że nie warto się narzucać, psuć czyjąś intymność, ile to razy tym prostym sposobem straciłam tą jedną cudowną chwilę, która mogłaby zaistnieć trwale, nie przeminąć, zacząć żyć nowym życiem. Aż w końcu ile to razy ŻAŁOWAŁAM później tych wszystkich banalnych tłumaczeń, tych okazji dotknięcia na chwilę takiej małej wieczności. 

I tak to trwało i trwało, straciłam wiele zdjęć, wiele okazji, wiele uśmiechów ludzkich. Po cichu ciągle marząc, że kiedyś znajdzie się jakiś cudowny środek, który mnie uleczy z tej fotograficznej wstydliwości. Aż do dzisiaj. Aż do teraz. 

Dziś po prostu ktoś złamał wszystkie moje argumenty, obalił tą cholerną powściągliwość. Pokazał, że czasem warto zaryzykować nawet dla jednego dobrego zdjęcia. I to że nie ma nic do stracenia. Najwyżej ktoś odmówi, zdjęcia nie będzie, ale przynajmniej odejdzie  się z poczuciem, że spróbowałam , że nie poddałam się, ot tak po prostu z własnej niemocy, że idę sobie dalej bez frustracji, bez tych wszystkich autotłumaczeń i cichej furii.  Spokojnie.

Niby to proste i oczywiste, ale chyba nie dla kogoś kto dostał 5lectnią prawniczą dyscyplinę mózgu. Aż trudno uwierzyć jak to wpływa na mnie każdego dnia, jak determinuje wybory, jak karze szukać logiki nawet tam gdzie jej nie ma. Do dziś robiłam zdjęcia jak prawnik. Ostrożnie, by nikomu nie wejść w drogę. Powściągliwie, by uniknąć konfliktu. Do szpiku racjonalnie zawsze przedkładając prawo do przewidywalności  dnia powszedniego nad wszelkie moje estetyczne fanaberie. Żeby nikomu nie zaburzyć prawa do jego zwyczajności, nawet nie próbowałam. Wolałam odejść z poczuciem smutku, ale też jakiejś wygody psychicznej- i to był ogromny błąd.

Ale dzisiaj. Na szczęście nadeszło dzisiaj! Proste ćwiczenie z podchodzeniem do ludzi w celu zdobycia 12 portretów w bardzo ograniczonym czasie było jak najlepsze lekarstwo. Przełamałam się. Zrozumiałam, że ludzie nie odrzucają, nie są od razu agresywni, ani nawet nieprzyjemni. Wręcz przeciwnie, ze zdziwieniem stwierdzam, że reakcje są pozytywne, wyrozumiałe i zainteresowane… Chyba jednak przewartościowywałam potrzebę ‘ zostaw mnie w spokoju’ , nie widząc że ludzie lubią być zauważani. Wyróżniani.

Pierwsze koty za płoty, ale wiem, że czeka mnie jeszcze mnóstwo pracy. Mnóstwo przełamywania się, aż w końcu wejdzie mi w krew. Aż w końcu nie będzie frustracji. Aż w końcu będę spokojna, że nic nie straciłam, nic nie zgubiłam, nic nie przegapiłam.






Warszawa, 19 października 2012

Problemy integracyjne. Zdjęcia jesieni, niby tak banalne, a ja banału boję się najbardziej, więc tym bardziej trudno. Eksperymenty w filtrem podczerwonym i szukanie najpiękniejszych detali. Zamek Ujazdowski. Wystawa, która miała być dobra, a była przeciętna, choć na pewno nadmuchana. Zazdrośnie obserwuję ludzi trzymających się za rękę. Tego mi bardzo brakuje.

Kupuję Zdobyć zdjęcie Morrisa i zaszywam się w kawiarni. Pocieszam się, że jeszcze ciepło, że jeszcze słońce wplątuje się we włosy. Ktoś daje mi swój autograf na Ziemi Obiecanej, ktoś inny zadziwia swoją życzliwością. Wracam późno nocnym tramwajem  z Grochowa.

Czekasz. Już jesteś.







Łodzio-Warszawa, 20 października 2012

Wracam do domu. Na chwilę, ale chwilę potrzebną. W pociągu najróżniejsze myśli, oglądam Geniusz i wszystkie możliwe dowody na  funkcjonowanie camery obscury. Cieszę się jak dziecko i własnym oczom nie mogę uwierzyć. Już wiem, że będę robić kolodiony. Już wiem, że chcę spróbować dagerotypów. Już wiem, że muszę zejść do źródeł i nauczyć się patrzeć jeszcze uważniej.

Wracam nocą z W. Uwielbiam jeździć z nim w nocy jego samochodem i słuchać muzyki. Wtedy czuję, że naprawdę z jednej gliny jesteśmy ulepieni. On o tym nie wie. Tak mało w siebie wierzy. Jeszcze mniej niż ja.

Wracam do domu. Dziś już drugi raz. Pierwszy raz z wyraźnym poczuciem, że Warszawa też jest moim domem, może nawet bardziej niż łódzkie gniazdo. 

Nie jestem stąd, ale już nie jestem stamtąd. Moje życie w jednej walizce.





Warszawa, 21 października 2012

Dziwnie spać obok Ciebie po tych wszystkich dniach Osobno. Tym bardziej, że wiem, że jesteś tu przez chwilę, że znowu zaraz zacznie się moje powolne przyzwyczajanie się do samotności. A później znowu wrócisz. I tak w kółko. I tak od 3 lat.

Czy wiesz, że poznaliśmy się dokładnie 4 lata temu? Twoja wiadomość w szczelinie Historii  i cały ten ciąg nieprawdopodobnych zdarzeń. Czasami zastanawiam się jakby potoczyły się nasze życia, gdyby wtedy wiatr mocniej zawiał, gdyby deszcz, gdyby przypadek chciał być inny. Kim bym teraz była? I gdzie? I po co. Czy szczęśliwa? Szczęśliwsza?  I choć wiem, że takie gdybanie  nie ma najmniejszego sensu, lubię czasem pozwolić myślom toczyć się tym torem, bo na końcu zawsze czeka na mnie ta spokojna odpowiedź, że przecież nawet nie wyobrażam sobie  inaczej, że nic więcej nie chcę, że tu i teraz jestem przecież Najszczęśliwsza. Jesteś moją najlepszą Odpowiedzią. 






Łodzio-Warszawa, 22 października 2012

Mgła taka, że można nożem kroić jak sernik. Cały czas w ruchu. W pociągach niedługo zamieszkam. Dźwigam ze sobą aparat, ale czasem przez głowę przelatuje nadal ta nieznośna myśl- a po co? Po co komu moje kolorowe obrazki, wyrwane fragmenty smutków i radości,  przypadków i przeznaczeń,  brzydoty i piękna. Po co komu ta moją natarczywa potrzeba rejestrowania rzeczywistości, w szczególności dzisiaj kiedy nawet nie nadążamy za tym co dzisiaj, za tym co nam świat za rogiem proponuje, za tymi nieskończonymi ofertami powszechnej szczęśliwości. Jestem fotografem rzeczy małych , ulotnych, nic nieznaczących. Zbieraczem historii zamkniętych w obraz . Wielbicielką mikrokosmosu spraw codziennych. Fanatyczką detalu.  Jak kalejdoskop z dzieciństwa. Jak lampa Alladyna.  Nie interesuje mnie szerszy kontekst. Nie pociągają fakty, dokumenty, sprawozdania. Tworzę własne bajki. Detalem buduję swój piękniejszy świat. Miękkie światło tiulowej spódniczki, jakiś portret co wyrył się w pamięci, Twoje dłonie, które nigdy się nie nudzą, rozsznurowany bucik, rysa na lustrze, pęknięta warga. Małe szczęścia. Małe zachwyty. 

Już nie muszę pytać – po co.