Pokazywanie postów oznaczonych etykietą b/w. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą b/w. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 sierpnia 2013

głupio pisać głupio





i dobrze i jest
 
i tak i owszem i potrzeba

potrzeba miejsca gdzie bez nadmiernych emocji, tłumaczenia się i dbałości o formę będę mogła swobodnie pisać, kląć, krytykować, zmieniać, skreślać i podkreślać

ciąży na mnie interpunkcja, stylistyka i dysleksja

i przekonanie że jak pisać to na serio
jak pisać to dla chwały
dla potomnych
dla publiki

może na końcu dopiero gdzieś  dla siebie

i ciągle ten kamień u szyi że musi być ładnie, margines czerwony, jedynie słuszne kształty literek, no i cel, cel być musi zawsze, najlepiej szlachetny, najlepiej patriotyczny i rozwojowy

więc się staram, silę i mozolę, a to czasu nie ma, a to weny brakuje, lub też zwykłej konsekwencji
i mesjanizm u mnie kiepski, nadmyślenie za to ogromne

koniec końców nie piszę wcale
bo głupio tak pisać głupio


więc zapadam w ciszę
i wiecznie tego żałuję

bo czas przez palce cieknie
bo tyle miejsc wartych zapamiętania
tyle słów głodnych komentarza

potrzebuję notatnika
bez ładu, składu i porządku
kolażu dla myśli
spokoju dla siebie

czwartek, 23 maja 2013

kierunek: do siebie

 
 


od kilku dni noszę przy sobie kompas,  ten który mi dałeś jak zaczęłam swoją  nową szkołę//
żebym się nie gubiła//
nie zgubiła//
 i zawsze wracała do Ciebie//
do siebie//
żebym czuła się pewniej na nowej drodze//
żebym w końcu bez strachu stawiała kroki//

bo jako jedny wierzysz że jestem na dobrej drodze//
jako jedyny  wierzysz we mnie//

teraz moja kolej//

czwartek, 28 marca 2013

przeciągi pociągi





Droga Mrs. Rand,


mijają dni, godziny, zaspane poranki i pracowite noce. a ja wciąż czytam, notuję, skreślam, podkreślam, dopisuję. tłumaczę, edytuję, konsultuję, dyskutuję. pytam, w wątpliwość poddaję, mierzę, ważę, z założenia nie ufam na słowo. zgadzam się, nie zgadzam, podziwiam, wyśmiewam, demaskuję i się stresuję.

za mało śpię, za głośno mówię, w pociągach ( przeciągach) myśli mam najlepsze.
i choć wiem, że pisząc ten list do Pani popełniam zapewne karygodnie irracjonalny nietakt- proszę pocztą podniebną przysłać mi jeszcze duuużooo cierpliwości...

z wyrazami szacunku,
Niecierpliwa




 

wtorek, 19 marca 2013

pogaduszki na świtanie między Warszawą a Moskwą



Wilołaku Przepożarty!

wita Cię Twój bajkopisarz  nocny i uprzejmie donosi, że nasza najmniejsza roślinka ( ta od Cioci) ma pierwszy maleńki kwiat!

akrobatyka słowna bardzo lasuje mózg i plącze język, podkradłam Ci znowu cygara i siedzę tak sobie  w oparach przeintelektualizowanej mgły.

niegrzecznie mi. gorzko mi. tęsknie za tymi palcami co we mnie głęboko- usypiają.
ślinotoki i słowotoki.
chcę do Ciebie i wcale nie jestem taka duża i nerwoszczelna.

Twój
 ślimak co ma ser ale nie ma dla kogo robić pierogów
;-))))))))))))))))))))

wtorek, 26 lutego 2013

kot co napłakał i zlizać nie może




Drogi Wilko- Słonio- Kanguro-  Mój


piszę sobie, bo dawno do Ciebie nie pisałam i ogólnie dla relaksu, bo mi się czasem mózg zacina od tego randowskiego bełkotu ideologiczno- nuklearnego... coraz częściej mam wrażenie, że wystarczyłaby iskra nieuwagi i za dużo władzy w Jej dłoniach i hitler z rosyjskim akcentem w spódnicy gotowy ( inna sprawa zbadać dlaczego do polityki czynnie się nie garnęła?)

pisanie idzie mi jak krew z nosa i mało tego jak kot napłakał, mam duże problemy z redakcją, oduczyłam się pisać normalnie, szkolnie i grzecznie i ciągle te neologizmy, bukiety słowne i fajerwerki znaczeń.

 popsuł mnie blog- ewidentnie.

 tam mam wolność i swój język i nikt tego rozumieć nie musi, tekstów- podtekstów i zaskórniaków emocjonalnych ukrytych za literami.

z tłumaczeniem idzie  najgorzej, zbyt pewnie do tego podeszłam, z motyką na słońce się wyrwałam, ale prawda jest taka że mój angielski już dawno umarł i ta reaktywacja jest... no katastrofa.

generalnie ze spraw bardziej optymistycznych to czekam na wiosnę, naszą już chyba 5 (!!!!), chyba się znowu zaczynam zakochiwać, ale ten dystans co mnie nauczyłeś trochę  zawadza i myślę że trzeba go odciąć, ale w sumie to Ty musisz ( tylko żeby nie bolało). wiem że będę tęsknić za szkołą, ale staram się pocieszać, że ten miesiąc mnie zmobilizuje i da ten Twórczy niedosyt, frustrację fotograficzną, że w kwietniu wystartuję 5 razy szybciej, niż teraz kiedy luz bluz, nic nie goni i nie uwiera ( chyba jednak jestem z polski i musi boleć, żeby docenić)

całuję Cię cichutko na paluszkach, tak żeby Duch w Twoim pokoju nie słyszał i nie był zazdrosny i więcej desek do prasowania nie przewracał!!
Twoja mała
KKK

 

wtorek, 19 lutego 2013

był sobie dzień (styczeń)




    Warszawa, 16/01/2013
    Emilli Plater, tu gdzie wypada bywać


    mieli być faceci w garniakach, ale nie wyszło i była kawa. Kawa z Kimś




    Warszawa, 17/01/2013
    Smolna 8

    podobno integracja jest ważna


 

     Warszawa, 18/01/2013
     Nowy Świat, Manufaktura cukierków


     reportaż- profesja upadła




    Warszawa, 19/01/2013
    Wańkowicza, Nasz Dom


    czasami jesteś




    Warszawa, 20/01/2013
    Wańkowicza, Przestrzeń Idealna (bo łóżkowa)

    zasypiam zanim zgasisz światło




     Warszawa, 21/01/2013
     Marszałkowska. AF
 
     studio jako zło konieczne. ale konieczne i uczyć się trzeba




    Warszawa, 22/01/2013
    Chmielna

    włóczę się po mieście, moknę, marznę, zdjęcia robię, nadmyślenie leczę




    Warszawa, 23/01/2013
    Wańkowicza, Dom

    podobno w prostych gestach jest najwięcej miłości. ale ja nadal mam wątpliwości




     Warszawa, 24/01/2013
     Wańkowicza, Dom

      mieszkamy tu 2 miesiące. mamy już nawet kubki i talerze




    Warszawa, 25/01.2013
    Wańkowicza, Dom

    przegląd portfolio. a później już tylko odsypianie, mruczenie i oczu zamykanie



  
    Warszawa, 26/01/2013
    Wańkowicza, Dom- nasze lotnisko

    podobno na pasję nie można żałować. nie żałuję, dziura budżetowa na najbliższe 3 miesiące




     Moskwa, 27/01/2013
     metro, Площадь Революции

     szarość bez początu i końca. tylko żołnierskie psy mają w oczach błysk




     Moskwa, 28/01/2013
     metro

     szukam inspiracji, ale najwięcej jest ich w łóżku




     Moskwa, 29/01/2013
     Novinskiy Blvd, Lotte

     jest nam dobrze. tylko tyle i aż tyle




     Moskwa, 30/01/2013
     metro, Yugo-Zapadnaya

     uczę oswajać się duchy




     Moskwa, 31/01/2013
     metro, Sokolniki

     interesuje mnie abstrakcja, ulotność i deformacja




  
  






  

  

poniedziałek, 18 lutego 2013

nadzieje i upadki




brakuje farb i kolorów
niezależności i rozmachu
 
czarno białe kadry
a w nich ograniczenie
bo wszystko już było
bo wszystko przeżute, przetrawione, wydalone
 
w głowie kwitną dzikie orchidee
nadzieje
i upadki
 
krew ścieka z kolana
miałam 6 lat
było lato
 

niedziela, 10 lutego 2013

woda



z wody wyszedłeś
do wody wrócisz
 
 
życie płodowe na piśmie
w formularzu
a za chwilę
 
już w życiu
nowe
 
osobiście
prawie namacalne
 
 
rozstania i powroty
wino odkorkowane razem
wieczorami kończę sama
 

poniedziałek, 4 lutego 2013

załamania światła



styczeń uciekł gdzieś daleko
prawie niezauważony

długie pracowite wieczory w ciemni
głowa ciężka od pomysłów
przygotowania do przeglądu portfolio
może niedługo wystawa

kilka rozmów nasączonych za dużymi emocjami
rodząca się przyjaźń stawia znaki zapytania
tak się cieszę że urodziłam się w Polsce
tu na środku
gdzieś między Wschodem a Zachodem
w połowie drogi
że nie jestem bezmózgą lalka na sprzedaż mężowi
najważniejsze to ładnie opakowaną i wysoko sprzedaną
ale też nie dopadła mnie zachodnia emancypacja za wszelką cenę
tu na środku
w połowie drogi
gdzie sama wybieram wartości
zasypiam i budzę się z kim chcę
nie handluję
nie licytuję
mogę kochać
mogę nienawidzić

a dziś jest moskwa
ciężka
ołowiana
stalowa
SZARA
okropna

marzenia w domu
suszą się na ścianach
 

piątek, 1 lutego 2013

22 stycznia 2013



Kochany Wilku!
Nie mogę  być na jakiś czas Twoja dobrą żono-matko-boską,
nie mogę gotować tych obiadków i być taką grzeczną dziewczynką którą tak uwielbiasz.
Urosły mi rogi i ogon i wilk we mnie zawył i chce biegać razem z nim..
Ale mimo to chce żebyś w tym moim pędzie, wyciu i szaleństwie był nadal blisko.
Nawet mimo tych rogów i tego ze mało co chyba rozumiesz.
Nie martw się ja też mało.
K

wtorek, 25 grudnia 2012

gwiazdka z nieba



26/12/2012 00:10

pierwsze kolty za płoty. i lody przełamane. i co nie często się zdarza wszyscy zadowoleni. pierwsza wspólna wigilia. i nawet jeżeli to nie takie ważne to chciałabym żeby jakiś ślad po tym tu został.

a poza tym plecaki prawie spakowane. za 6 godzin wstanę, zrobię porządną jajecznicę i pojedziemy na lotnisko. z wrażenia nie umiem napisać zbyt wiele ponad to.

senegal i mauretania. w październiku będzie rwanda. a później madagaskar.

warto podnosić głowę wyżej niż na co dzień. gwiazdy z nieba czasem spadają- nie tylko na Święta.
tego też życzę wszystkim mniej lub bardziej przypadkowym oczom, które tu czasem zaglądają.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Pamietnik Warszawski cd

 
 
Warszawa, 24 października 2012

Jestem strasznie dumna z tego zdjęcia. Nie żeby było ono jakieś specjalnie dobre technicznie,  bo niebo przepalone, bo to, bo tamto. Ale. Jest ono dla mnie takim symbolem, że coś tu zaczyna się dziać, coś we mnie przełamywać, coś rośnie. Odwaga fotograficzna rośnie i może dlatego wpadam w takie próżne samo zadowolenie.

Pana z Jaśkiem zauważyłam z daleka. Najzwyczajniej na świecie wybrali się do parku na 'spacer'. Miałam trochę dosyć tego miejsca pełnego ludzi i ich rozkrzyczanych dzieci, kiedy ja szukałam spokoju i walczyłam o nie banalność jesieni. W aparacie miałam 3 ostatnie klatki i wracałam trochę zła, że banał jest banałem, a dzieci są za głośne.

Jeszcze tydzień temu ta scena wyglądałaby tak- widzę Pana z papugą, myślę sobie 'jaki byłby super portret!', moja dzikość bierze jednak górę, portret portretem, ale może nie warto zakłócać Panu spokoju, ja się uśmiecham a Pan mnie mija, wraz z nim mija moja kolejna okazja na dobre zdjęcie, napływa delikatny smutek, odwracam się, próbuję dogonić ich wzrokiem i obiektywem, ale wiem że już za późno, za daleko, wiem że znowu uciekło mi zdjęcie...

Tymczasem po prostu podeszłam i zapytałam, czy mogę zrobić im wspólny portret. Pan Papug Jasiek w jakiś niesamowity sposób od razu zrozumiał o co chodzi, zawstydził się mocno i schował za plecy swojego pana. 'Jaśku nie wstydź się, pani zrobi nam piękne zdjęcie, no pokaż jaki jesteś śliczny!'. Jasiek lubił chyba jak się go tak prosiło, bo jednak po kilku chwilach dał się namówić i przypozował z miną prawdziwego gwiazdora.

Jasiek nie miał jednego oka. A ja poczułam, że zyskuję właśnie swoje trzecie. To wewnętrzne. To prawdziwe. To fotograficzne.





 
 
Warszawa, 24 października 2012

Pierwszy własnoręcznie wywołany film. Wyciąganie z kasety, nawijanie w ciemności na szpulę, wkładanie do koreksu, sprawdzanie czasu,  mieszanie chemii,  odliczanie, obracanie, płukanie, suszenie...

Dla większości dosyć zwyczajne czynności i prosty proces chemiczny. Dla mnie czysta magia. I wzruszenie. Totalne..

Jak nikt już nie widział upadło kilka łez. Prosty proces chemiczny nadwrażliwca.







Warszawa, 24-25 października 2012

Tyle się dzieje, nie nadążam. Tyle nowych pomysłów przelatuje przez głowę, tyle wiedzy trzeba pochłonąć, tyle zaległości nadrobić. Codzienne porcje nowych informacji, nazwisk, obrazów, idei, codzienne wracanie do pustego domu i... nauka. Czasowo niewiele różni się to od prawa- całe wieczory gdzieś znikają na czytaniu biografii, wspomnień, podręczników, na oglądaniu filmów o tych wielkich nazwiskach na kartach historii fotografii, na przeglądaniu dziesiątek portfolio i szukaniu inspiracji.

Na razie ta szkoła każdego dnia po trochu, każdego dnia bardziej, udowadnia mi jak niewiele potrafię, jak mało wiem, a nawet jak wiem, to nie potrafię. Czasami to frustrujące, taka gorzka pigułka, ale wiem, że na tym polega postęp, na tym polega samo doskonalenie. Więc nie marudzę i zawijam rękawy.




                                                                                                                                      pierwsze samowywołanie ILFORD 125
 



Warszawa, 27 października 2012

Tyle się dzieje, nie nadążam. Warszawa pełna jest wydarzeń, ciągle coś się wystawia, pokazuje, promuje, tu huczy, tam buczy, tam gra, jakaś wystawa, koncert, wernisaż, pokaz, spotkanie, konkurs, premiera... I tak w kółko. Brakuje mi czasu, brakuje mi doby.

Dziś był PKiN i spotkanie z Pawłem Żakiem. Galeria Bezdomna jest niesamowitym miejscem, a on okazał się niesamowitym człowiekiem. Zawsze podziwiam skromnych artystów. Bez puszenia się, wywyższania, przerostu formy nad treścią. Fotografia tak intymna jak tylko się da. Świat małych rzeczy, nieważnych spraw, gdzie każdy pyłek kurzu ma swoją historię, miejsce i szacunek. Jakoś wraca we mnie wiara, że można robić 'swoją fotografię', w swoim stylu, nie podlegać modom i oczekiwaniom, mieć gdzieś 'rynek', popyt i podaż, że można być wiernym sobie, a zdjęcia obronią się same.

Pada pierwszy śnieg. Wracam w mokrych butach i chyba zaczynam się zakochiwać. Tak bardzo się boję, że znowu nieszczęśliwie...





Łódź, 28 października 2012

Fashion Week. Wracam do Łodzi na jedno popołudnie, nawet do domu nie dojdę. Nie żebym jakoś specjalnie kochała modę, ale to przecież dobra okazja, żeby poskromić moją dzikość, żeby podchodzić z moim 'Okiem' bliżej i jeszcze bliżej.

Wysiadam 2 przystanki za daleko, śnieg skrzypi pod stopami, wącham tą Łódź dawną i zapomnianą, szukam świadectw, szukam swoich historii.

A w środku. Festiwal próżności, maniactwa i tandety. Oczywiście- na modzie może się nie znam, już dawno zrezygnowałam z myślenia nad tym co jest modne, a co mniej, a może nawet zawsze ważniejsza była zabawa zawartością mojej szafy i szmateksowych zasobów, niż szukanie boga tam gdzie go na pewno nie ma. Na modzie się nie znam, ale znam się trochę na ludziach. I nikomu nic nie ujmując, nikomu nie ubliżając, jestem zniesmaczona tym co zastałam. Podstarzałe kokoty próbujące ukryć liczbę lat pod liczbą warstw pudru i złotych bransoletek, neurotyczne lolity z walizkami pożyczonych ciuchów, na prędce przebierające się co godzinę w toalecie, mężczyźni bardziej kobiecy niż najbardziej kobieca kobieta, fałszywe uśmiechy, żenujące plotki i na okrasę świnka z pomalowanymi na różowo raciczkami. Bosko!
 
A w tym wszystkim ja, w burej golfo-sukience i  kaloszach z biedronki. Wraz ze mną 3 bardzo czułe filmy i moja dzikość. Festiwal fałszu, festiwal manekinów.
 
 

 



Warszawa, 29 października

Zajęcia z autopromocji. Modne słowo, słowo prze reklamowane. A jednak. Odpowiedni człowiek, na odpowiednim miejscu i nawet takie słowo nabiera sensu.

Dobre pytania to podstawa. A mnie czasem nawet brakuje odwagi żeby pytać. A co dopiero szukać odpowiedzi. Czego się chce i jak to osiągnąć. Kim fotograficznie będę za x lat. Co już mam, a czego mi jeszcze brakuje. Jaki jest mój cel. Jakie najskuteczniejsze drogi. Co chcę zrobić przez ten rok, co zrobić mogę, jak najpełniej się  rozwinąć.

Dowiedziałam się dzisiaj sporo o sobie. Od innych- (??!) że wiem czego chcę, mam własne zdanie i jestem kontaktowa ( skąd wzięło się 'wystylizowanie' i uwagi o mojej 'fryzurze' doprawdy nie wiem). Od siebie- że czeka mnie mas pracy. Nad sobą.


 


Warszawa, 30 października 2012

Snuję się bez celu z aparatem i nadal próbuję odnaleźć siebie w Warszawie. Nadal się gubię, nadal przytłacza mnie ilość zdarzeń, które wołają do mnie: chodź tu, spróbuj mnie, zobacz, dotknij, przemyśl, poczuj!

Pan Kazimierz był wspaniałym modelem. Zbyt wspaniałym. Kipiał radością życia, był zachwycony pomysłem zrobienia mu zdjęć, zagadywał, uśmiechał się całym sobą. A ja poniosłam klęskę. Nie opanowałam jeszcze trudnej sztuki jednoczesnego zagadywania modela, podtrzymywania miłej atmosfery, myślenia o kadrze, ustawianiu światła i byciu pewnym siebie. Strzelam prawie na oślep i jak najszybciej chcę uciec. Tak bardzo się wstydzę.

Drży mi serce. Drżą mi ręce.





Łódź, 31 października- 3 listopada 2012

Wróciłam do domu z porcelany. Dopadła mnie malancholia i przytłacza szarość dni. Dzieli nas 5 i pół tysiąca kilometrów i 5 godzin różnicy czasu. Jesteś w Kazachstanie, a ja tu- w swoim smutku.

Tak źle znoszę ten przeszywający lodowaty wiatr i księżyc, który budzi w środku nocy.  Ten czas dla duchów, te zimne ręce. Jeszcze się przecież nie pogodziłam. Jeszcze czekam, aż wróci. Jeszcze męczą mnie sny i dają nadzieję, że to nie prawda. Przecież nie odchodzi się tak z dnia na dzień. Nie odchodzi się bez pożegnania...

Jestem kłębkiem utraconych nadziei. I nikim więcej.







ps- na pocieszenie
 
 
 
Warszawa, 4 listopada 2012
 
W tangu zawarte jest wszystko co uwielbiam w Mężczyźnie. Jest zdecydowanie i siła. Jest dominacja i zazdrość. Pożądanie, namiętność i czułość. Radość życia i chęć wygranej. Wierność i oddanie. Szerokie bezpieczne ramiona. 
 
Tango jest Mężczyzną. Na Twojej skórze szukam gwiazdozbioru nieba północnego.
 
 

                                                                                                                    P.P. Rubens, Perseusz i Andromeda/// Ermitaż

 
 
Warszawa, 5-6 listopada 2012
 
Muszę odpocząć. Złapać dystans, uspokoić się, znaleźć trochę miejsca wolnego odtego co mnie goni. Prawda jest taka, że ilość dostarczanej mi i przetwarzanej w mojej głowie wiedzy uniemożliwia mi działanie. Nadrabianie zaległości, nauka, udowadnianie sobie własnej niekompetencji, nauka, czytanie, nauka, natłok wzorców i inspitacji, nauka...  związało mi ręce. Coś się zablokowało. Nie mogę robić zdjęć. Ciągle myślę tylko co i ile powinnam zrobić żeby nadrobić stracony czas. Brakuje czasu i przestrzeni, żeby wziąć aparat w ręce. Totalna pustka. Chciałabym znowu dotknąć kawałka Siebie.



 
 
Warszawa, 7 listopada 2012
 
'Kilka lat temu prowadziłam warsztaty. Dałam moim uczniom zadanie zużycia trzech rolek filmu we własnej łazience. Mieli odkryć nowe sposoby patrzenia, mając do dyspozycji pomieszczenie o powierzchni 8 stóp kwadratowych. Ograniczenia poszerzają spojrzenie, pozwalają zinterpretować znane rzeczy w nowy sposób.' Sally Mann
 
 
 

 
 
 
Warszawa, 8 listopada 2012
 
Ciekawe czy na pustyni można poczuć szczęście?
 
 
 
 
 
 
Nie wyglądam przez okno. Zasypiam, śpię, lub o spaniu ciągle myślę. Mój zegar nie chce się przestawić i bardzo źle znoszę te zbyt wczesne wieczory ciągnące się w nieskończoność. Deszczowe poranki, pochmurne południa, każdego dnia coraz bardziej szare. Zamknęłam się w 4 ścianach i od 2 dni tworzę tu swój mniej szary świat. Wracam. Wspominam. Słowami dotykam zdjęcia.Przyglądam się sobie z 3 rolkami filmu zamknięta w łazience.

Niedługo przeprowadzka. Zaczynam pakowanie, stoją w przejściu pierwsze kartony. Pogodzenie się z przemijaniem i tymczasowością nadal jest dla mnie bardzo trudne. Za trudne.

Po kilku późnych godzinach spędzonych na szukaniu, przeglądaniu, czytaniu, rozumieniu wszystkiego nt. Mauretanii- podjęłam decyzję. Mam miesiąc żeby przestać się bać malarii, zaminowanych pól wokół torów kolejowych i złych ludzi. Wdech i wydech. Niczego nie żałować.
 
 
 

niedziela, 21 października 2012

daleka dal

Warszawa, 8 października 2012 ( późno)

Czułość. Po drugiej stronie rzeki. Oficjalne rozpoczęcie, autolans i dzikość w oczach. Znowu mam ogromną ochotę Kogoś poznać i znowu prześladuje mnie myśl, że się nie uda. Nie zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Poczekam.

Sztuka dla sztuki. Przerost formy nad treścią. Nie rozumiem. Jaka ja jestem okrutnie klasyczna i tradycyjna.

I co mi przyniosą te następne miesiące? Czy się odnajdę? Czy się rozwinę? Jak mnie to zmieni? W którą stronę dalej pójdę?

Tak bardzo chciałabym się nie rozczarować. Przede wszystkim sobą.





Łódź- Warszawa, Warszawa- Łódź, 5-7 2012


Pociągi kursują codziennie. Dwa razy dziennie. Czytam Modlitwy Waginy i dziękuję gwiazdom, że mój talent do utrudniania sobie życia i nadmyślenia jest bardzo ubogi. Dziękuję, że nie wpadłam w szpony 7 letniej terapii i że nie spowiadam się codziennie świeckiemu księdzu. Dziękuję, że z żałoby nie zrobiłam cyrku, wiecznego usprawiedliwienia i pretekstu do torturowania  innych. Dziękuję, że jeszcze jako tako sobie radzę i nie zatraciłam zdolności odróżniania dobra i zła. Dawno żadna książka mnie tak nie wkurzyła. Jest słaba, bo bazuje na szokowaniu wulgarnymi opisami seksu i samego do seksu podejścia. Takie płytkie instynkty. A do tego chwytny tytuł i od razu sprzedaż rośnie. Wkurza właśnie taką swoją słabizną. Wkurza, że są tacy ludzie, którzy leczą się z siebie bez końca, po czasie nie wiedząc już po co i dlaczego. Ach wkurza.

Więc się pocieszam. Ziemia obiecana. I Łódź moja od serca. Moja historia. Moje korzenie. Krew z krwi. My. Układanka wspomnień, przypadków i przeznaczeń. "Ja chcę, żeby moja Łódź rosła, żeby miała pałace wspaniałe, ogrody piękne, żeby był wielki ruch, wielki handel i wielki pieniądz." 

Krok po kroku łączą się fakty, wyostrzają zdarzenia. Czytam i nadziwić się nie mogę. Jak mogłam do tej pory tego nie przeczytać? Czytam i się uśmiecham. Przekładam kartki i napędzam moją wyobraźnię. Jaki był mój Pradziadek? Babcia? Jak była ich fabryka? Kochali Łódź czy jej nienawidzili? Jak szedł ich biznes? Kim tak na prawdę byli?

Od dziecka uwielbiałam ich historię. Choć tak mało było wiadomo. Za mało żywych świadectw, za mało możliwości potwierdzenia tego co ocalało. Historia przekazywana z ust do ust, tak niedoskonała, z czasem zaczyna żyć swoim własnym niekontrolowanym życiem. Historia, która wymaga jeszcze wiele zrozumienia i cierpliwości. Historia, która nas połączyła, nas odnalazła, na naszych oczach zatoczyła koło. Nasz mały sekret, nasze pokrewieństwo. Krew z krwi- My.






Łódź, 4 października 2012

Ćwiarteczka. Nie wierzę. Kiedy ten czas uciekł? Gdzie się podział? Czas dorosnąć? Puk, puk. 25 lat, 25 jesieni. Urodziłam się w niedzielę. Po długim samotnym spacerze. Urodziłam się w południe, w małym mieście. Moja Mama jak zwykle sama. Mój Ojciec jak zwykle w Lesie. Urodziłam się pierwsza, urodziłam się smutna, urodziłam się bez szczęścia. Czas to wszystko nadrobić...