Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malowanki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malowanki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 maja 2012

fale i zakręty
















 







cieszę się że wyszłam już z tych
życiowych zakrętów
huśtawek emocjonalnych
karuzeli potknięć i przypadków

diabelskich młynów uczuć

może jeszcze nie jestem na prostej drodze
ale przynajmniej jest to droga 
którą sama wybieram

 nareszcie
czuję jak pępowina duchów i natręctw płynących z krwią matki
obumiera

zaczynam oddychać sama
pełną piersią
MOJĄ piersią

wtorek, 1 maja 2012

czekając na burzę







już nie płaczę przy rozstaniach
ale nadal


noce bez Ciebie są
ciemniejsze


ps- kiedy malowałam ten obraz chciałam żeby był gdzieś taki dom gdzie światło dla mnie zawsze jest zapalone
i zawsze Ktoś czeka..


25






25 kwiatów
25 filmów do wywołania
25 przeżytych lat

jakieś symbole i przypadki



ps- podobno za mało w siebie wierzę
podobno powinnam bardziej doceniać swoje obrazy
podobno inni doceniają bardziej i czekają na więcej

mnie te 'podobno' raczej mało przekonywały
 ale zainspirowana genialną wystawą 'Van Gogh Alive'
 postanowiłam zrobić katalog swoich obrazów 
powycinanych kadrów, portretów faktury, historii pociągnięć pędzla,
palety kolorów i nastroi 

kadry, detale, zbliżenia
do dzieła!


ps- na zdjęciu Ararat
(październik 2010)



poniedziałek, 30 kwietnia 2012

siwy dym



noce z Tobą mają zapach cygar
palonych niespiesznie 
gęsty dym fantazji 
i gorzki posmak na jezyku

a rano pod poduszką
znajduję okruchy spadających gwiazd

to marzenia się spełniają

czwartek, 8 marca 2012

orzeczenie






Dzisiaj rano przywitała mnie taka wiadomość...

‘a w ogóle, to zrobiłam się chyba jakimś emocjonalnym urzędnikiem. złapałam się na tym, jak pomyślałam, że mogłabym Ci wystawić zaświadczenie z pieczątką, parafką i orzełkiem orzekające o tym, że można się w Tobie zakochać i przedstawić szereg argumentów. zimno i konkretnie, całus pieczątki i doręczenie do rąk petenta. nie wiem, co się dzieje. wiosną powinno się ćwiczyć całowanie, a nie orzekać o zauroczeniach...’

a do tego całą noc najprzedziwniejsze sny...
że miałam stać się zastępczą mamą A. i Koko malutka , jak buszowaliśmy razem po sex-shopie, jak mój tata wrócił i... próbował chronić mnie przed tym co niewidzialne, ale mi wierzył, że ‘to’ istnieje...

mix właściwy raczej na orzeczenie schizofrenii niż zakochania ;-)



ps- od tygodnia ciągnie się za mną temat mojej małej Calineczki...
od tygodnia zastanawiam się co mogłaby zrobić, żeby Jej pomóc...
od tygodnia dojrzewam i już wiem, że będę musiała się nią bardzo zaopiekować...

wtorek, 29 listopada 2011

tektonika uczuć




nie zapominając o niezliczonych wadach polskiego pkp
trzeba przyznać, że nie ma drugiego ,,miejsca'' na świecie
gdzie tak wspaniale smakuje nowa książka...



i tak właśnie w piątek  pokonując przestrzeń do Ciebie
zanurzyłam się w tą komedię pomyłek,
malutką lecz jakże dającą do myślenia książeczkę...


Niepokoję się. Boję się.
Nie zachowuje się tak jak dawniej.
Zdarza się, że ziewa, kiedy czytamy, siedząc koło siebie.
Nie przybiega zziajany, kiedy rozstajemy się na parę godzin, z miną nieszczęśliwego dziecka, które właśnie uniknęło katastrofy.
Przytula mnie jeszcze do siebie, ale teraz nie miażdży mi żeber.
Zresztą nie ma już w sobie tej gorączki, tych nieopanowanych gestów, które zdradzały jego niecierpliwość. (...)

Lepiej znosi służbowe podróże, które oddalają nas od siebie na kilka dni...
Dawniej umierał z niepokoju że mnie straci.


brzmi jakoś znajomo.
lęki, niepokoje, czarne dziury i złe przeczucia.
jak się później okazuje- często, bardzo często,prawie zawsze.. zawsze..-
nieuzasadnione, nieracjonalne, wyimaginowane, niepotrzebne..

jak się okazuje i w życiu i w książce- trujące.
w książce trujące trucizną śmiertelną- ostateczną i nieodwołalną.

brzmi bardzo znajomo.
strach przed rutyną, przewidywalnością, nudą,
syndromem mebla i zespołem kluch ciepłych
strach przed niewidzialnością...

skąd się to bierze w człowieku-kobiecie tyle niepewności?
dlaczego u kobiet częściej, żeby nie powiedzieć prawie zawsze?
dlaczego u mężczyzn prawie nigdy?

dlaczego po drugiej stronie "barykady" jest pewność siebie, samozadowolenie i święty spokój?
dlaczego po drugiej stronie padają słowa :



Pamiętasz ten dzień, w którym oznajmiłaś mi, ze coś się między nami zmieniło? (...)
Może pamiętasz też, że przez dłuższy czas się nie odzywałem?(...)

Nie odzywałem się, bo ja ze swojej strony nic takiego nie zauważyłem.
Ani u ciebie, ani u mnie.
Ochłodzenie? Też pomysł! Dla mnie to była wiosna, lato, wszystko układało się między nami najlepiej!

I nagle, na moich oczach, zaczęłaś rujnować nasz związek, nasze szczęście, to co wydawało mi się naszą wielką miłością...

Starannie, z uporem, bez chwili wytchnienia wszystko obracałaś w gruzy, zniekształcałaś, zabijałaś.
(...)

czy tu też działa moja uniwersalna, prosta koncepcja, że w życiu mężczyzny decyduje jedna przesłanka-
żeby było wygodnie?
jak jest wygodnie, ciepło, przyjemnie, bezproblemowo, nikt nie szczeka i nie warczy- nie trzeba nic więcej?

nie trzeba ciągłych zapewnień, potwierdzeń, deklaracji, dowodów, kwiatów i świeczek, kocham, ach jak bardzo Cię kocham, bardziej niż wczoraj, mniej niż jutro, i w ogóle to na zawsze, forever, happy and i hollywood?

jak Jest to jest i jest ok i czego chcieć więcej?
no bo czego chcieć więcej?

może właśnie o tym jest ta książka?
że wszystko jest prostsze niż się wydaje.
że nie trzeba węszyć, szukać, rozdrapywać, rozkładać na pierwiastki, śledzić, wymyślać, zadręczać się, podejrzewać najgorsze, czekać w napięciu skąd przyjdzie zagrożenie..
pewnie też o tym, że czarne scenariusze to samonapędzająca się siła nad którą szybko tracimy kontorlę,
że zamiast zakładać warto najpierw zapytać,
że drugi człowiek to szansa a nie zagrożenie,
że czas przestać podtruwać się własną niepewnością i cichą frustracją,
że czasem lepiej schować dumę do kieszeni i postawić zwyczajnie na dobrą komunikację,
że nie można być chciwym, zachłannym, marudnym, że chcąc coś na siłę ulepszyć masz duże szanse, żeby stracić to co już masz,
że zamiast tracić czas na szukanie wad, braków, dziur i usterek, czasem warto spojrzeć szczerzej i się po prostu ucieszyć tym co już Jest- tu i teraz..

banał? możliwe.
ale tego właśnie potrzebuję.
więcej pewności siebie, więcej luzu, więcej zaufania, że ''wszystko jest w porządku'', więcej akceptacji, więcej uśmiechu na Życie- w takiej formie i treści jaką otrzymuję każdego dnia...

więcej poczucia
teraz M kocha mnie, a ja kocham jego
"i nasza miłość jest prosta"

jaki z tego morał?
chyba potrzebuję być Mężczyzną...

;-)



ps- czy pary gejów to pary doskonałe?
ps2- wszystko wszystkim, już jestem mądrzejsza i bardziej świadoma, morały wyciągnięte, ach i och, ale- koniec tej książki doprowadza mnie do szału! banalny banałem banalnym ( i zasmażka!), więc wyrywam ostatnie 10 stron i znowu z szacunkiem patrzę na plik czerwonych zapałek na jej grzbiecie ..